90 views, 2 likes, 1 loves, 1 comments, 1 shares, Facebook Watch Videos from Studio Animacji -Stopklatka-: "Niech się mury pną do góry Niech kominy mają pion Zbudujemy po raz wtóry Nowy dom" Tytułowy cytat z pieśni masowej sprzed ponad 50 lat był dla tych czasów charakterystyczny. Propaganda ówczesna obfitowała we wszelkiego rodzaju „dzieła sztuki” – filmy, obrazy, książki itd. – wychwalającej murarzy i efekty ich ciężkiej pracy, usilnie dążąc do tego, by na myśl o nich obywatel ludowego państwa doznawał uczuć wzniosłych. Nie było to tak całkiem pozbawione sensu, w sytuacji gdy większość ludności z tzw. „awansu społecznego” wywodziła się z ubogiej prowincji, na której mieszkało się na ogół w drewnianych lub glinianych chałupach, a nawet ziemiankach, a najprymitywniejsza nawet „murowanka” była synonimem luksusu i obiektem westchnień. Czasy te na szczęście mamy już dawno za sobą. Minęły też bezpowrotnie lata późniejszego PRL - u, kiedy to można już było czasami „się budować”, ale nie bardzo było za co i z czego – szczytem marzeń stanowiły najprymitywniejsze pustaki z popiołów przemysłowych lub cegła z wadliwie wykonanych partii produkcyjnych, którą pogardziły państwowe przedsiębiorstwa budowlane i która dzięki temu mogła znaleźć się w rękach prywatnych. Obecnie nie jest już problemem dostęp do dowolnych materiałów budowlanych, o najróżniejszych właściwościach; limitem jest właściwie tylko ich cena. Dziś bez większego problemu spełniają one wszystkie właściwie wymagania techniczne i estetyczne najwybredniejszej nawet klienteli. Poniżej przedstawione zostały najpopularniejsze obecnie materiały do murowania ścian, wraz z omówieniem ich optymalnych zastosowań, zalet i wad. Podaj cegłę Cegła ceramiczna jest jednym z najstarszych znanych ludzkości materiałów budowlanych, gdyż używana była już w starożytności. Przez wiele wieków dominowała ona w budownictwie miejskim, a od XIX wieku w coraz większym stopniu także i w budynkach jednorodzinnych powstających poza terenami zurbanizowanymi. I pomimo pojawienia się w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat nader licznych technologii w założeniu doskonalszych i wygodniejszych, ok. połowy nowych budynków mieszkalnych – zarówno jedno-, jak i wielorodzinnych – nadal powstaje z cegieł lub przynajmniej przy ich wydatnym udziale. O tak szerokim zastosowaniu tego materiału decyduje nie tylko tradycja, czy wynikające z niej opanowanie do perfekcji technologii wytwarzania i konserwacji, ale też wiele niezaprzeczalnych zalet cegły. Jest ona przede wszystkim bardzo trwała, przy stosunkowo niskiej cenie. Dobrze magazynuje ciepło i powoli je oddaje, dzięki czemu dom nagrzany w zimie długo utrzymuje przytulną temperaturę, zaś w lecie wewnątrz ścian panuje miły chłód. Cegła jest ognioodporna, a przy tym paroprzepuszczalna w stopniu pozwalającym na częściowe odprowadzanie na zewnątrz wilgoci nagromadzonej w pomieszczeniach. Wreszcie, dzięki niewielkim wymiarom, pozwala na wznoszenie ścian o bardzo nawet skomplikowanej rzeźbie, a dzięki dużej gęstości – stanowi dobrą izolację przed hałasem. Tradycyjne cegły ceramiczne występują w kilku odmianach, różniących się od siebie budową i podzielonych na klasy wyróżnione kodem cyfrowym (oznaczającym wytrzymałość na zgniatanie wyrażoną w MPa). Najcięższa jest oczywiście cegła pełna, o standardowych wymiarach 250x120x65mm, produkowana w klasach 20, 15, 10, 7,5 i 5 (ta ostatnia nie jest mrozoodporna i w związku z tym może być stosowana tylko do murowania ścian wewnętrznych). Można z niej wykonywać wszelkiego rodzaju ściany, z nośnymi, wielowarstwowymi i fundamentowymi włącznie (choć te ostatnie najlepiej oczywiście wykonywać z betonu).Wyroby ceramiczne drążone , częściowo puste w środku, są lżejsze o 15 – 60 % od odpowiadających im wymiarowo wyrobów pełnych. Cegła dziurawka, o tych samych wymiarach co pełna, posiada 2÷3 podłużne otwory wewnątrz, co obniża jej masę, ale zarazem zmniejsza wytrzymałość do klas 5 i 3,5 (ta druga nieodporna na mróz). W związku z tym dziurawka nadaje się do wykonywania jedynie lekkich konstrukcji, jak np. zewnętrzne ściany osłonowe czy wewnętrzne działowe. Cegła kratówka z kolei ma pionowe otwory o przekroju romboidalnym, dzięki czemu jest bardziej odporna od dziurawki na zgniatanie (klasy 20, 15, 10 i 7,5) i oprócz ścian osłonowych i działowych można z niej wykonywać także wewnętrzne i zewnętrzne ściany nośne. Wymiar podstawy kratówki jest taki sam jak w zwykłych cegłach, zaś wysokość jest zależna od typu. Odmianą cegieł drążonych są cegły modularne klas 20, 15 i 10, o wymiarach przystosowanych do modularnego (metrycznego) systemu wymiarowania ścian, stosowane do budowy warstw osłonowych w ścianach trójwarstwowych oraz ścianek działowych. Ostatnią, a zarazem coraz częściej stosowana odmianą tradycyjnych wyrobów ceramicznych są pustaki ceramiczne, produkowane w trzech wariantach SZ, MAX i U, różniących się od siebie stopniem wydrążenia (38÷42%) i wymiarami. Wielu producentów oferuje też własne pustaki systemowe o swoistych wymiarach. Podobnie jak cegły modułowe pustaki charakteryzują się wytrzymałością w klasach 20, 15 i 10, ale używane mogą być do murowania wszelkich ścian konstrukcyjnych z wyjątkiem jednowarstwowych (z mniejszych pustaków można budować również ściany działowe). Przy użyciu pustaków – a szczególnie specjalnych tzw. pustaków Ackermana – można także wykonywać stropy. Przy wszystkich swoich wymienionych wcześniej zaletach tradycyjna ceramika nie jest wolna od wad. Wspomniane wyżej małe rozmiary cegieł są ich zaletą, ale zarazem i wadą, gdyż w związku z tym układanie ich jest żmudne i czasochłonne (w mniejszym stopniu dotyczy to wyrobów o większych rozmiarach, np. pustaków); wymaga ono też licznych przerw technologicznych, w związku z właściwościami zaprawy cementowo-wapiennej oraz z wymogami dotyczącymi warunków pogodowych podczas prac (odpowiednia wilgotność, temperatura itp.). Duża masa cegły pełnej dodatkowo utrudnia jej transport, zaś odmiany drążone wprawdzie są lżejsze, ale tym samym mniej odporne i mniej uniwersalne. Wyroby ceramiczne nie zapewniają też dobrej izolacji termicznej, w związku z czym nie nadają się do murowania ścian jednowarstwowych. Chęć usunięcia tych wad prowadzi do licznych innowacji technologicznych w dziedzinie produkcji cegieł, dlatego też co jakiś czas pojawiają się na rynku nowe ich odmiany. Jedną z nich jest cegła klinkierowa, która dzięki specjalnemu składowi chemicznemu i wypalaniu w wysokiej temperaturze charakteryzuje się znacznie większą mrozoodpornością, wytrzymałością mechaniczną i chemiczną od zwykłych wyrobów ceramicznych, a także mniejszą nasiąkliwością, mając przy tym niezwykłe walory estetyczne. Niestety, jest to zarazem jeden z najdroższych materiałów budowlanych, dlatego też cegły klinkierowe stosuje się zazwyczaj tylko do budowy ścian osłonowych na elewacjach. Innym produktem ewolucji cegieł jest ceramika poryzowana, wyrabiana z gliny z dodatkiem trocin, mączki drzewnej, granulek polistyrenu itp. materiałów, które utleniając się podczas wypalania, powodują powstawanie mikroporów. Dzięki temu cegły i pustaki poryzowane są o wiele lżejsze od zwykłych, a znacznie poprawione właściwości termoizolacyjne pozwalają na murowanie z nich ścian jednowarstwowych. Łatwa do przycinania i dobrze paroprzepuszczalna ceramika poryzowana ma też jednak i swoje wady, większą nasiąkliwość (która wyklucza murowanie ścian fundamentowych i piwnicznych), większą kruchość, gorszą izolację akustyczną, i niestety - wyższą cenę. Nic zatem dziwnego, że prace nad ulepszaniem tradycyjnej ceramiki budowlanej nadal trwają, co pozwala spodziewać się w przyszłości kolejnych ciekawych propozycji ze strony producentów. Ze śmietnika na elewację frontową Cegły i pustaki silikatowe, charakterystyczne wizualnie dzięki barwie odmiennej od wyrobów ceramicznych – najczęściej białej – nie cieszą się w Polsce popularnością. Prawdopodobnie najważniejszą tego przyczyną jest fakt, że w latach powojennych wyroby silikatowe uważane były za materiał pośledni i używano ich przede wszystkim do budowy mało reprezentacyjnych obiektów technicznych, jak magazyny, hale fabryczne czy śmietniki, a jeśli spotykało się je w zabudowie mieszkaniowej, to najczęściej w tej substandardowej – blokach zakładowych, hotelach robotniczych itp. Sytuację dodatkowo pogarszało tandetne wykonanie i brak konserwacji ścian murowanych z silikatów, co sprawiało, że ulegały one szybkiej degradacji zarówno technicznej, jak i estetycznej. Jednak od tamtych rynek bardzo się zmienił i może warto by było zastanowić się nad przywróceniem cegłom silikatowym dobrego imienia, na które w pełni zasłużyły dzięki swoim nieprzeciętnym zaletom. Technologia produkcji wyrobów silikatowych jest bardzo prosta: wyrabia się je z mieszanki piasku, wody i wapna, którą po sezonowaniu i formowaniu poddaje się autoklawizacji, tj. działaniu sprężonej, gorącej pary wodnej. Dzięki taniej metodzie produkcji, silikaty są jednym z najtańszych materiałów budowlanych na rynku. Mimo tego cegły i pustaki silikatowe zachowują większość zalet, jakie posiadają wyroby ceramiczne: dużą wytrzymałość i trwałość, paroprzepuszczalność, zdolność do akumulacji ciepła oraz izolacyjność akustyczną. Są też bardziej od cegieł odporne na działanie pleśni, grzybów itp. Obecnie produkowane silikaty są też bardziej estetyczne niż dawniej – dzięki barwieniu w masie i starannemu wykonaniu nadają się w pełni na materiał elewacyjny, stosunkowo przy tym łatwy w konserwacji dzięki specjalnym impregnatom. Właściwości fizyczne do zbliżone do własciwości ceramiki sprawiają, że wyroby silikatowe produkowane są w podobnych formach: jako cegły pełne i drążone, pustaki itd. Ich wymiary są na ogół takie same jak w przypadku tradycyjnych cegieł lub dostosowane do systemów modułowych. Silikaty stosuje się do murowania większości rodzajów ścian – nośnych, działowych i osłonowych. Nie powinno się jednak budować z nich ścian jednowarstwowych, gdyż oprócz wspólnych z ceramiką zalet, wyroby silikatowe charakteryzują się także podobnymi wadami, jeszcze słabszą izolacyjnością termiczną i koniecznością stosowania przerw technologicznych podczas budowy. Są też od nich cięższe, a przez to kłopotliwe w transporcie i układaniu – w związku z czym nie da się ich stosować do wykonywania stropów – przy nieco niższej wytrzymałości na ściskanie (klasy 15, 10 i 7,5). Tym niemniej jednak bilans zalet i wad wyrobów silikatowych wydaje się wypadać raczej na ich korzyść. Można się zatem spodziewać, że w przyszłości zdobędą one znacznie lepszą niż obecnie pozycję na naszym rynku budowlanym, podobnie jak ma to miejsce w wielu innych krajach. Mur-beton Beton używany był już dość powszechnie w już starożytnym Rzymie, jednak jego „ponowne wynalezienie” w XIX wieku nie spowodowało masowego zastosowania w budownictwie mieszkaniowym. Ze względu na swe specyficzne właściwości wylewany beton chętnie stosowano do realizacji rozmaitych obiektów przemysłowych, inżynierskich, wojskowych itp., ale jego zastosowanie w „mieszkaniówce” do dziś ogranicza się na ogół do wykonywania fundamentów i ewentualnie konstrukcji nośnych. Trudno powiedzieć czemu tak się dzieje, gdyż ani pod względem utylitarnym ani estetycznym czy zdrowotnym technologia ta w niczym nie ustępuje innym; z betonu wznosi się zresztą np. hotele, także przecież służące do mieszkania. Zupełnie inaczej mają się rzeczy z betonem komórkowym, zwanym także popularnie gazobetonem lub siporeksem, który od wielu lat jest jednym z najchętniej stosowanych w budownictwie mieszkaniowym produkcji gazobetonu jest niewiele bardziej skomplikowana niż w przypadku silikatów. Do zwykłej mieszanki betonowej cementu, wapna, wody i piasku (lub popiołu, w przypadku użycia którego beton ma ciemniejszą barwę) dodaje się środek spulchniający, najczęściej w postaci pasty aluminiowej. Po uformowaniu, bloki poddaje się autoklawizacji, w wyniku której powstaje materiał wprawdzie mniej trwały od zwykłego betonu, ale znacznie od niego lżejszy i łatwo poddający się obróbce mechanicznej. Beton komórkowy jest doskonałym termoizolatorem i nadaje się dzięki temu do wznoszenia ścian jednowarstwowych, a także większości innych rodzajów ścian, z wyjątkiem fundamentowych (ze względu na znaczną nasiąkliwość). Jest materiałem o dobrej paroprzepuszczalności, a także ognioodpornym i niepodatnym na zagrzybienie. Ze względu na lekkość elementów nawet o dużych rozmiarach beton komórkowy jest „przyjazny” w transporcie i przy murowaniu. W handlu dostępne są elementy o różnych kształtach i rozmiarach, jednak najczęściej stosuje się bloki gazobetonowe o dość sporych gabarytach, czasami z wyprofilowanym piórem i wpustem, co ułatwia łączenie i zapobiega powstawaniu nieszczelności na spoinach. Istnieją cztery klasy betonu komórkowego różniące się od siebie gęstością. Mają one różne właściwości termoizolacyjne i różną wytrzymałość na ściskanie (im lepsza ta pierwsza, tym mniejsza druga), co sprawia, że do ściany o danym przeznaczeniu należy dobrać elementy o odpowiedniej klasie. Dokładność wykonania elementów gazobetonowych obecnie jest zazwyczaj na tyle duża, że przy murowaniu ścian można zrezygnować z klasycznej zaprawy i łączyć bloki na cienką spoinę, przy użyciu specjalnej zaprawy klejowej, co ogólnie poprawia zarówno estetykę, jak i większość parametrów technicznych ściany. Beton komórkowy ma oczywiście również swoje wady. Oprócz wspomnianej wyżej nasiąkliwości, są to słaba izolacyjność akustyczna, kruchość czy niezbyt estetyczny wygląd, wymagający na ogół pokrycia ścian tynkiem. Bolączki te w dużej mierze rekompensowane są jednak przez niewątpliwe zalety gazobetonu, do których wypada tu doliczyć także jego niską cenę. Kup pan keramzyt Jedna z pierwszych w Polsce reklam telewizyjnych, u schyłku lat osiemdziesiątych, wykorzystywała znaną z licznych anegdot postać opryszka, który napotkanemu nocną porą przechodniowi składa propozycję – nie do odrzucenia – kupienia cegły. W tym przypadku nabywca, po obejrzeniu zaprezentowanego mu artykułu wpadał w euforię: „Keramzyt!” – i z miejsca składał zamówienie na wielotysięczną partię towaru, z dostawą na plac budowy. Takie były trudne początki keramzytu na rynku polskim. Dziś nikogo już nie trzeba namawiać do kupna owego materiału przy użyciu tak radykalnych środków, gdyż elementy keramzytowe cieszą się sporą popularnością, w pełni zresztą uzasadnioną. Wyroby zwane popularnie keramzytowymi w rzeczywistości powstają z materiału zwanego keramzytobetonem. Sam keramzyt jest rodzajem kruszywa budowlanego, wypalanego ze specjalnych glin w bardzo wysokiej temperaturze. Granulat keramzytowy zatapia się w betonie i w ten sposób powstaje tworzywo, z którego formuje się pustaki i bloczki fundamentowe, nie różniące się zbytnio kształtem od wykonanych z innych materiałów. Jeśli chodzi natomiast o ich właściwości, to keramzytobeton odróżnia się na korzyść od większości z nich. Jest to materiał niemalże pozbawiony wad eksploatacyjnych: lekki i wytrzymały, odporny na wilgoć i na ogień, nieprzyjazny pleśni, dobry izolator termiczny i akustyczny… Pustaki ścienne z keramzytobetonu są na ogół łączone na pióro i wpust, tak więc muruje się je tylko na spoiny poziome o grubości ok. 1cm, wykorzystując zaprawę zwykłą lub – przy ścianach jednowarstwowych – ciepłochronną. Coraz popularniejsze są pustaki keramzytowe wypełniane styropianem, które zapewniają doskonałą izolacje cieplną, przy słabszej co prawda paroprzepuszczalności. Odmian pustaków, kształtek i innych elementów keramzytobetonowych jest zresztą bardzo wiele. Temu bogatemu katalogowi zalet przeciwstawić można, w zasadzie, tylko dwie wady: słabą odporność mechaniczną (kruchość) elementów z keramzytobetonu i – niestety – dość wysoką ich cenę. Zwłaszcza ta ostatnia sprawia, że ściany z keramzytu nie są jeszcze w Polsce tak popularne jak na Zachodzie, choć perspektywy rynkowe są w tym przypadku nader obiecujące. Spanie w styropianie Jeszcze kilkanaście lat temu pomysł budowy domu, którego konstrukcja ścian wykorzystuje elementy wykonane ze styropianu, mógł wywołać u Polaków – przyzwyczajonych do tradycyjnych, ciężkich ścian murowanych – niepokój o zdrowie psychiczne rozmówcy, choć na Zachodzie ściany styropianowe stosowano od lat sześćdziesiątych. Od tej pory wielu inwestorów przekonało się jednak do tej technologii, choć nadal jest ona postrzegana jako niezbyt trwała i w związku z tym słabo jeszcze rozpowszechniła się na naszym rynku budowlanym. Domy ze styropianu tak naprawdę wcale nie opierają swojej konstrukcji na samym styropianie, z którego formuje się jedynie kształtki, stosowane jako tzw. szalunek tracony. Kształtki te, dzięki lekkości materiału, mogą być nawet bardzo dużych rozmiarów, tym bardziej że są wydrążone w środku – co bardzo ułatwia ich transport i układanie. Elementy styropianowe – przede wszystkim kształtki ścienne i narożne – są zazwyczaj modułowe i posiadają pióra i wpusty, co pozwala układać je na ławie fundamentowej bardzo szybko i w „czysty” sposób, bez użycia zapraw czy klejów. Pozostałe wewnątrz elementów puste kanały, po uzbrojeniu i ewentualnym przeciągnięciu przez nie instalacji, zalewa się następnie betonem, który spełnia rolę faktycznej osnowy konstrukcji domu. Oprócz wspomnianej powyżej lekkości i łatwości montażu, elementy styropianowe mają inne zalety, są bardzo tanie, łatwe do przycinania na miejscu i zapewniają doskonałą izolację termiczną, dzięki której można je stosować np. do budowy ścian w piwnicach. Nie nadają się natomiast do budowy ścian działowych między pomieszczeniami mieszkalnymi ze względu na słabą izolacyjność akustyczną, co zresztą jest jedną z największych ich wad. Inną jest niemal zerowa paroprzepuszczalność styropianu, która sprawia, że styropianowe domy wymagają bardzo sprawnie działającej wentylacji, by uchronić pomieszczenia przed szybkim zawilgoceniem. Dobrej izolacji termicznej towarzyszy niewielka pojemność cieplna ścian – w styropianowym domu jest ciepło, dopóki się go ogrzewa; wyłączenie instalacji cieplnej powoduje bardzo szybkie wyziębienie pomieszczeń. Trzeba też pamiętać o tym, że ze względu na dużą wrażliwość styropianu na uszkodzenia mechaniczne, „surowe” ściany z tego materiału nie nadają się do normalnej eksploatacji i wymagają koniecznie oblicowania z zewnątrz (ściana osłonową lub przynajmniej tynkiem na siatce) i położenia płyt gipsowo-kartonowych lub mokrego tynku gipsowego od wewnątrz. Chęć usunięcia lub przynajmniej zredukowania tych wad prowadzi od pewnego czasu do powstawania nowych technologii budowy ścian z betonowym rdzeniem na szalunek tracony, z wykorzystaniem elementów tego ostatniego wykonanych z innego materiału niż styropian – kształtek keramzytobetonowych, płyt zrebkowo-cementowych (wykonanych z mieszanki trocin i cementu), paneli z tworzywa sztucznego itd. Technologie te są bardzo ciekawe, jednak ze względu na to, że w Polsce spotyka się je jeszcze rzadko, nie będziemy ich tu omawiać szczegółowo. Renesans „klocków olbrzyma”? Niewiele jest materiałów ściennych, które miałyby tak „złą prasę” jak wielkowymiarowe prefabrykaty budowlane, czyli tzw. wielka płyta. Co najmniej od lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku substandardowe budynki z wielkiej płyty były synonimem budowlanej tandety, ganionym nie tylko za swą rzekomą nietrwałość, ale i za nieestetyczny wygląd. Przekłada się to na wyraźnie niższe ceny mieszkań w takich domach, nawet na dzisiejszym nienasyconym rynku nieruchomości. Tymczasem opinia taka jest w dużej mierze krzywdząca i wynika raczej ze złych lokalnych doświadczeń – podobnie jak ma to miejsce przypadku silikatów – niż z wadliwości samej koncepcji. Dobrze zaprojektowane budynki wielkopłytowe bynajmniej nie są brzydsze ani mniej trwałe od innych, a ich budowa trwa szybciej i na ogół jest tańsza. Najlepszym tego dowodem jest to, że w krajach nie obciążonych tak negatywnymi stereotypami dotyczącymi wielkiej płyty, budynki prefabrykowane stosowano swego czasu bardzo chętnie (np. w bogatej Finlandii wznosi się je do dziś), a zrezygnowano z nich nie tyle ze względów technicznych czy estetycznych, co raczej z powodu wzrostu kosztów transportu ciężkiego na plac budowy. Do dziś zresztą także w budynkach wznoszonych metodami tradycyjnymi chętnie i bez oporów wykorzystuje się elementy prefabrykowane, np. stropy, schody, podpory i dźwigary w budownictwie przemysłowym itp. Niewątpliwe zalety elementów prefabrykowanych sprawiają, że znajdują one szerokie zastosowanie także przy budowie domów jednorodzinnych. Najważniejszą chyba z tych zalet jest szybkość: montaż domu w stanie surowym z już wyprodukowanych elementów (na gotowej ławie fundamentowej) trwa zaledwie kilka dni, a jego cechy – układanie „na sucho” i wykonywanie go przez wykwalifikowaną ekipę – sprawiają, że jest on czysty i mało kłopotliwy dla otoczenia. Można go dokonywać o każdej porze roku i w każdych praktycznie nieekstremalnych warunkach klimatycznych, bez konieczności stosowania przerw technologicznych. Za dodatkową opłatą wykonawcy oferują również zazwyczaj dalsze prace wykończeniowe, dostosowane technologicznie do rodzaju użytych prefabrykatów. Godna podkreślenia jest wysoka jakość i dokładność wykonania ścian prefabrykowanych, które przy tym objęte są na ogół długoletnią gwarancją. Na rynku dostępne są różne rodzaje tych prefabrykatów. Już stosunkowo rzadko widuje się tradycyjne płyty betonowe z ociepleniem wewnętrznym, których piętą achillesową jest przede wszystkim estetyka. Częściej spotykane są nowoczesne płyty keramzytobetonowe, lżejsze, ładniejsze i o wyraźnie lepszych cechach eksploatacyjnych. Odmiana zwykłych płyt keramzytobetonowych są tzw. sandwicze, czyli płyty wielowarstwowe, wewnętrznie wzmocnione i szczelnie ocieplone, które nie wymagają specjalnego wykończenia od zewnątrz ani od wewnątrz budynku. Oprócz keramzytobetonu, do prefabrykacji płyt ściennych stosuje się obecnie także inne materiały, np. ceramikę pofryzowaną czy drewno i tworzywa sztuczne, z których kształtuje się ramy płyt, wypełniane następnie styropianem. Z różnego rodzaju płyt buduje się domy modułowe, niemal w całości wykonane w halach fabrycznych. Następnie kompletnie wykończone przestrzenne moduły łączy się w całość na placu budowy, na przygotowanych uprzednio fundamentach. Jeszcze bardziej zaawansowaną odmianą tej technologii są gotowe, prefabrykowane domy szkieletowe, które przewozi się prosto z zakładów na plac budowy i bardzo szybko montuje „pod klucz” na miejscu. Warto dodać, że w handlu dostępne są prefabrykaty wykończone w najrozmaitszy sposób, imitujące np. ściany z cegieł, drewna, muru pruskiego itp. Technologia prefabrykowania ścian ma oczywiście również swoje wady. Już na etapie planowania inwestycji daje się zauważyć, że gama dostępnych projektów domów nie jest w przypadku elementów prefabrykowanych tak szeroka, jak przy innych technologiach, a pole manewru architekta jest z definicji mniejsze. Minusem jest niewątpliwie niemożność realizacji budynku systemem gospodarczym – nieodzowne jest zatrudnienie wyspecjalizowanej ekipy z ciężkim sprzętem transportowym i montażowym. Bariera kosztowa przejawia się zresztą w warunkach polskich nie tyle w zaporowej cenie materiałów i montażu, co raczej w niemożności rozłożenia budowy na etapy i konieczności jednoczesnego wydatkowania dużych sum. Stopniowe bogacenie się rodaków może jednak doprowadzić do zniknięcia tej trudności i być może już za kilka lat zobaczymy, czy budowanie ścian z wielkowymiarowych prefabrykatów powróci do łask inwestorów, po dwudziestoletnim okresie zapomnienia. Fot. CERABUD Artykuł opublikowany w nr 3/2008 [21] dwumiesięcznika Pomysł na dom
Niech się mury pną do góry! Z placu budowy sali gimnastycznej z zapleczem przy Szkole Podstawowej we Wrząsowicach. Wykonano: ️ławy i stopy
Czy polityk powinien być odpowiedzialny, czy raczej powinien bacznie wsłuchiwać się w głos ludu i wychodzić naprzeciw oczekiwaniom? Jeśli chodzi o budowę murów, zasieków i szlabanów to raczej to drugie. To nic, że budowa muru nie ma sensu, że to rozwiązanie kompletnie nieskuteczne. Ciemny lud wierzy, że ma sens, że kogoś powstrzyma, że uchroni, więc nie szczędząc sił i środków cały świat buduje z zapamiętaniem mury, murki, zasieki i płoty. W 25 rocznicę obalenia Muru Berlińskiego murowanie nowych murów kwitnie. Jednym z najdłuższych i najbardziej znanych murów jest budowany od III wieku Wielki Mur Chiński. Liczy km długości, a wraz z naturalnymi przeszkodami i późniejszymi uzupełnieniami prawie km. Rzymianie też wybudowali imponujący murek, zwany Wałem Hadriana, przecinający w poprzek Brytanię. Murami odgrodziło się od Turków państwo bizantyńskie. Gdy zmalała obronna rola fortyfikacji, mury zaczęto rozbierać. Pod koniec II wojny światowej na świecie było tylko pięć murów granicznych. Po II wojny światowej wzniesiono 19 większych lub mniejszych „żelaznych kurtyn”. Wtedy do rangi symbolu urósł właśnie Mur Berliński. Niektóre płoty stoją nadal, choć rację bytu straciły już dawno. W Irlandii Północnej nadal stoi 48 km ogrodzeń, które swego czasu odgradzały katolików od protestantów. Na Cyprze pozostał mur oddzielający część turecką od greckiej. Nieźle ma się również „ognisty wąż”, czyli linia zasieków pod napięciem woltów pomiędzy Mozambikiem a Zimbabwe. Imponującą, długą na km fortyfikację wznieśli w latach 80. Marokańczycy. Wał zachodniosaharyjski, wybudowany z kamieni i piasku oddzielił tereny marokańskie od Sahary Zachodniej. Choć miał zaledwie 3 m wysokości, wzmocniono go bunkrami, licznymi barierami i polami minowymi. Od imigrantów z Afryki odgrodziła się również Hiszpania, która na terytoriach zależnych w Afryce Północnej (Melilla i Ceuta) wzniosła wysoki płot z drutu kolczastego. Rekordowo długa, licząca km jest bariera zbudowana na granicy Indii z Bangladeszem. Indie odgrodziły się również od Pakistanu, a ten z kolei zablokował granicę z Afganistanem. Od Pakistanu chce się odgrodzić także Iran, dlatego na 700-kilometrowej granicy stanie gruba na metr i wysoka na 3 m betonowa ściana. Na uwagę zasługuje mur między Uzbekistanem a Tadżykistanem. Jednym z najbardziej znienawidzonych symboli polityki odgradzania się jest mur oddzielający Izrael od Palestyny. Jego budowę rozpoczęto w 2002 r. Do dziś powstało blisko 500 km zapory z betonu, drutów pod napięciem, wyposażonej w monitoring termiczny, która otacza Zachodni Brzeg i Strefę Gazy (docelowa długość 790 km). W niektórych miejscach osiąga wysokość 8 m. Strefa Gazy została odcięta również od strony egipskiej. W grudniu 2009 r. Egipcjanie rozpoczęli budowę 11-kilometrowego muru przecinającego strategiczne miasto Rafah. Od Iraku 900-kilometrowym murem odgrodziła się Arabia Saudyjska. Budowany w latach 2006-2014, posiada 40 wież obserwacyjnych wyposażonych w radary zdolne wykryć ruch człowieka w promieniu 18 km. Ten mur to część mającej liczyć km konstrukcji, która ma ogrodzić całe królestwo. Całej fortyfikacji będzie strzegło aż saudyjskich żołnierzy. Z kolei na półkuli zachodniej najbardziej znanym przykładem odgradzania się jest granica amerykańsko-meksykańska. Niedługo w ten sposób ma być chroniona 650-kilometrowa granica malezyjsko-tajlandzka. Od biednej Gwatemali zamierza odgrodzić się Belize, a Kostaryka od Nikaragui. Projekt budowy 900 km ściany na granicy z Syrią ogłosili Turcy. W zeszłym roku budowę muru na granicy z Rosją zapowiedziały również władze Ukrainy. Mniej więcej w tym samym czasie prace nad własnym murem kontynuowali Bułgarzy, którzy chcą odizolować się od Turcji. Czy budowa murów ma sens? Nie ma. Mur chiński został pokonany kilka dekad po wybudowaniu. Wał Hadriana nigdy nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Mur Berliński upadł po 30 latach. Budowa murów jest jednak nośna politycznie, choć już nie społecznie. Przepaść powstałą na skutek utrwalającego się przez lata podziału na „swoich” i „obcych” znacznie trudniej zasypać, niż rozebrać fizyczną konstrukcję. Politycy nie chcą o tym pamiętać. W Paryżu bandyci znowu dokonali krwawego zamachu. Celem bandytów jest zastraszenie, zasianie strachu i nienawiści. Niech się Europa ogrodzona murami nie czuje tak pewnie. Niech uwierzy, że problemem są uciekinierzy, którzy uciekali tak, jak stali, a nie obracający miliardami euro terroryści hojnie wspierani przez wiele państw. Z Amerykanami włącznie. W Polsce udało się znakomicie — słowo muzułmanin stało się synonimem słowa terrorysta. Podstawowy cel bandytów został więc osiągnięty, czego najlepszym dowodem jest sąd w Poznaniu, który w ataku na tle rasowym widzi jedynie pijacki wyskok. Nie trzeba dużej wyobraźni, by sobie wyobrazić co by się działo, gdyby Syryjczyk odwinął się polskiemu tradycyjnie nietrzeźwemu patriocie. Polski hierarcha uprzejmie prosi do polskich parlamentarzystów, by stanowione przez nich prawo było zgodnie z prawem bożym, czyli widzimisię purpuratów. Proszę o prawe sumienia, aby – z Bożą pomocą – wszystko czynić dla pomyślności Państwa i Narodu, a prawo stanowione nigdy nie stało w sprzeczności z Prawem Bożym powszechnym i uniwersalnym, które jest fundamentem godności i szczęścia wszystkich ludzi wierzących i niewierzących, bez względu na różnicę kultur, wyznań i tradycji. Jednocześnie potępia się tych, którzy powszechne i uniwersalne prawo boże pomieszczone w Koranie stosują w praktyce i na co dzień. A tamtejsze sądy są równie wyrozumiałe dla sprawców czynów popełnianych z Allahem w tle lub na ustach. Muzułmańskie bomby są gorsze od francuskich? Informacje o murach na podstawie artykułu Kamila Nadolskiego „Mury bezpieczeństwa?” pomieszczonego w ostatnim numerze Wiedzy i życia z listopada 2011, nr 11 (971).

1.7K views, 18 likes, 5 loves, 10 comments, 5 shares, Facebook Watch Videos from Caritas Archidiecezji Łódzkiej: Niech się mury pną do góry :) #Tuszyn #Las #budujemy #dom

On jest natchniony i wszystko wie, wskazuje gdzie są wrogowie, Stale dodaje gestami sił, skanduje słowo po słowie. Pochodni setki paliło się i w górę pięści rósł las, Najwyższa pora zrobić coś z tym, już nadszedł podziałów czas! Wstaw znowu murom zęby krat Załóż kajdany, chwyć mocniej bat Nie bój się bólu, nie bój się strat, Niech znowu, znowu dzieli się świat! A gdy poznali dobrze cel, wiedzieli kto jest wrogiem, Z ojczyzną znów poczuli więź, honorem oraz bogiem. Wiatr niósł ze sobą starą pieśń w rytmie podkutych butów, Łańcuchów więcej trzeba tu, zasieków z grubych drutów. Wstaw znowu murom zęby krat, Załóż kajdany, chwyć mocno bat, Niechaj zasieki sięgają nieba, Znowu podzielić świat nam potrzeba! Gdy wreszcie wróg wiadomy jest, to nie ma wątpliwości, Że trzeba tyłek skopać mu, przepędzić bez litości. Nie może czuć bezpiecznym się, nie chcemy tu intruza, Bo kto nam wprost sprzeciwia się, sam prosi się o guza. Za oknem buty tłuką w bruk, Nastaje nowy w dziejach rozdział, Złowieszczych słychać kroków huk, Zasieki rosną jak na drożdżach… Ekonomiści spodziewają się, iż Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się na trzecią z rzędu obniżkę stóp procentowych. Niech się mury pną do góry. Na Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt. Z utęsknieniem oczekuję chwili, kiedy po zapoznaniu się z kolejnym projektem legislacyjnym przygotowanym w Ministerstwie Zdrowia, będę mógł z zadowoleniem stwierdzić, że to dobry projekt. Naprawdę bardzo chciałbym za coś pochwalić ministerstwo, bo ciągła krytyka staje się nudna, a piszący te słowa może stać się niepoprawną zrzędą. Niestety, kolejny projekt ustawy, tym razem o 7-letnim planie transformacji nie dał mi szansy na napisanie czegoś dobrego. Pomijając, mam nadzieję, że przypadkowe skojarzenia z opracowywanymi za tzw. komuny planami pięcio- i sześcioletnimi siedmioletnie plany transformacji mają być według pomysłodawców sposobem na naprawę systemu opieki zdrowotnej. Mając na uwadze, że sposób i proponowane czynniki, które miałyby być brane pod uwagę przy tworzeniu tych planów oraz sposób ich zatwierdzania oraz to, że podstawą opracowywania planów będą tzw. mapy potrzeb zdrowotnych staje się jasne, że plany te będą głównie planami inwestycji, remontów i zakupów, czyli będą się koncentrowały na problematyce strukturalnej, tj. na obiektach i ich wyposażeniu. Tymczasem to, że system ochrony zdrowia w Polsce źle funkcjonuje nie wynika z problemów strukturalnych. Główne problemy ochrony zdrowia to problemy organizacyjne i funkcjonalne. Oczywiście również i struktura materialna opieki zdrowotnej wymaga ciągłego ulepszania, ale nie to jest jej głównym problemem i zakup np. kolejnego aparatu do badania metodą rezonansu magnetycznego w żaden sposób nie poprawi jej funkcjonowania. Posłużę się tutaj dwoma przykładami z ostatniego okresu przepełnionego walką z epidemią. Cóż z tego, że w drugim kwartale ubiegłego roku minister Szumowski poinformował, że dostępna baza laboratoryjna umożliwia wykonywanie około 100 tys. testów dziennie, gdy w tym czasie – i to we wzlotach – wykonywano zaledwie około 30 tys. testów, a minister nie wiedział, dlaczego to nie działa. Cóż z tego, że dużym kosztem pobudowaliśmy bardzo duże szpitale tymczasowe na stadionach i w dużych halach, gdy nawet w czasie, kiedy bijemy światowe rekordy zachorowań w przeliczeniu na milion mieszkańców, szpitale te nie były w stanie przyjąć takiej liczby pacjentów, jaką – budując je – zaplanowano. W jednym i drugim przypadku istniała odpowiednia struktura, i w jednym i drugim przypadku to wszystko po prostu nie działało tak, jak powinno. Fundamentalną wadą projektu tej ustawy jest to, że zapowiadane plany miałyby być opracowywane na podstawie map potrzeb zdrowotnych, gdy tymczasem mapy te są mapami potrzeb tylko z nazwy, faktycznie są one głównie opisem istniejących zasobów. Problem z mapami zaczyna się od tego, że samo określenie „potrzeba zdrowotna” jest niedookreślone. Nie wiadomo, czy chodzi o potrzebę uzyskania policzalnych świadczeń zdrowotnych, czy też o poprawę pogorszonego stanu zdrowia. Czy chodzi o potrzeby związane z zachorowaniem czy też obejmuje działania profilaktyczne dla jeszcze zdrowych. Tak więc opracowywanie planów 7-letnich na podstawie map potrzeb, które nie są mapami potrzeb, to budowanie jednego fałszu opartego na drugim fałszu. Czytając projekt, można odnieść wrażenie, że plany transformacji mają być metodą na uzdrowienie systemu ochrony zdrowia. Tymczasem zajmować się one będą tylko wycinkiem problemu, pozostawiając i spychając konieczność poprawy sposobu funkcjonowania systemu ochrony zdrowia na boczny tor. Tymczasem właśnie zajmowanie się głównie problemami strukturalnymi to jest właśnie boczny tor. Być może wynika to z tego, że Ministerstwem Zdrowia zarządzają technokraci spoza systemu ochrony zdrowia i dlatego sądzą, że system ochrony zdrowia będzie dobrze funkcjonował dzięki budynkom i sprzętowi. Tak, one są potrzebne, ale jak to czasami się mówi, budynki nie leczą. I to daję pod rozwagę pomysłodawcom tworzenia planów 7-letnich. Znów wydamy duże pieniądze i ponownie wszystko będzie takie, jakie było. A może o to właśnie chodzi… Źródło: „Służba Zdrowia” 4/2021
INDUSTRIA Niech się mury pną do góry. Sami zobaczcie. Zapraszamy do kontaktu z naszymi doradcami. Więcej informacji: industriaosiedle.pl
Materiały budowlane Na polskim rynku obecni są wszyscy wielcy tego świata Niech się mury pną do góry JAKUB OSTAŁOWSKI Budujący lub remontujący mieszkanie nie ma dziś kłopotów z wyborem materiałów i wyposażenia Rynek materiałów budowlanych w Polsce jest dziś bardzo zróżnicowany co do oferty i cen. Obok firm krajowych działają na nim liczące się światowe koncerny. Najczęściej zakładają u nas swoje firmy przedstawicielskie, wchodzą w związki kapitałowe z naszymi przedsiębiorstwami, inwestują w fabryki. Związki z zachodnimi koncernami owocują nowoczesną technologią, poprawą stanu środowiska naturalnego i wejściem za ich pośrednictwem na światowe rynki. Jednak także wielu polskich producentów może już sobie pozwolić na nowoczesne urządzenia zapewniające wysoką jakość wyrobów. Dzięki temu skutecznie konkurują z zagranicznymi przedsiębiorstwami. Coraz lepszą jakościowo ofertę mają rodzimi producenci ceramiki łazienkowej, sprzętu gospodarstwa domowego czy chemii budowlanej. Nie mają się czego wstydzić producenci ceramiki budowlanej, okien... Dostęp do treści jest płatny. Archiwum Rzeczpospolitej to wygodna wyszukiwarka archiwalnych tekstów opublikowanych na łamach dziennika od 1993 roku. Unikalne źródło wiedzy o Polsce i świecie, wzbogacone o perspektywę ekonomiczną i prawną. Ponad milion tekstów w jednym miejscu. Zamów dostęp do pełnego Archiwum "Rzeczpospolitej" ZamówUnikalna oferta
Juliusza w Zduńskiej Woli zmienił się w wielki plac budowy. Towarzystwo Budownictwa Społecznego "Złotnicki" buduje tam wielorodzinny budynek. Przy Juliusza mury pną się do góry - www.nasze.fm - regionalny portal informacyjny
Niech się mury pną do góry - o Rising CitiesUwielbiam proste gierki, które badają moją znajomość muzyki i jak najszybszego rozpoznawania piosenek, by móc potem wynikiem przechwalać się w mediach społecznościowych. Jeszcze bardziej przemawia do mnie idea FarmVille, klasycznego już przykładu facebookowego hitu, który oddaje w ręce narzędzia pozwalające na tworzenie swojej własnej farmy (miasta, ogrodu, fabryki, itp.) jednocześnie umiejscawiając ją w świecie zależności tworzonych przez moich Cities, przeglądarkowa propozycja skupiona na wcielaniu się w burmistrza nowopowstałego miasta, na pierwszy rzut oka nie odbiega od kanonu. Musimy więc produkować różnego rodzaju surowce, stawiać nowe budynki, czy też fizycznie angażować się w przeklikiwanie po wszystkich strukturach celem zebrania czynszu, czy też różnorakich artykułów spożywczych, tudzież materiałów mamy tu również kilka typowych składników odnoszenia sukcesu – gotówkę, punkty produkcji oraz metrodolary. Te ostatnie, jak to w przeglądarkowych produkcjach bywa, dostępne są po zainwestowaniu rzeczywistej gotówki i prawie zawsze w szybki sposób rozwiązują jakiekolwiek zapotrzebowania. Oczywiście sukces da się osiągnąć również bez inwestycji, zbierając doświadczanie, wykonując misje i w odpowiednich interwałach zbierając należne miastu pieniążki, jednak będzie to droga dużo bardziej Cities w sferze rozgrywki inspiruje się w zasadzie wszystkim, co historycznie w materii wirtualnego budowania miast zostało już powiedziane. Mamy więc wymagania energetyczne poszczególnych budynków, ich pozytywny wpływ na piękno otoczenia i zadowolenie mieszkańców, listę potrzeb, jakie należy spełnić, aby nasi ludzie byli w pełni zadowoleni (i tym samym produktywni). Mamy wreszcie możliwość rozbudowywania naszych posiadłości i fabryk, rozwijając je tym samym wizualnie i tych wszystkich podobieństwach do kanonu tego akurat gatunku (nie ważne, czy mówimy o farmach czy miastach), Rising Cities zdaje się wyciągać wnioski z tego, co drażniło tak wielu z nas w absolutnie społecznościowym zacięciu FarmVille. Ta gra nie wpycha nam pod nos informacji o znajomych i ich postępach, nie naciska byśmy o wszystkich sukcesach publikowali na naszej ścianie. Pozwala za to bardziej skupić się na tym, co wirtualni menadżerowie lubią najbardziej – spokojnym, rozmyślnym pudełkowych Tycoonów, różnych gier wszelakiej maści, od razu spostrzegą ograniczenia gry w stosunku do starszych kuzynów – uproszczone łańcuchy zależności czy brak konieczności szalonej walki z problemami budżetowymi. W miejsce dostajemy żmudną pracę i wyczekiwanie na kolejny dochód tak, aby móc posunąć się chociaż o krok do przodu. Gry społecznościowe, o ile da się do nich wciąż zaliczyć tę produkcję, stawiały czas rzeczywisty jako jeden z kluczowych elementów zarządzania i jedną ze strategii cyklicznego zmuszania użytkowników do choćby chwilowego zajrzenia do gry. W Rising Cities po raz pierwszy nie okazało się to być gdybać czy tego typu gry robione są tylko po to, by od spragnionych szybkich wyników wyciągać pieniądze. Dla mnie taka formuła jest zadziwiająco uczciwa. Szczególnie w dzisiejszych czasach, choć mówiąc o „dzisiejszych czasach” mam na myśli raczej ostatnie kilka lat. Lat, w których wydawcy dużych, pudełkowych produkcji każą nam płacić horrendalne sumy pieniędzy z góry, a potem ograniczają treści tak, by wydoić z nas jeszcze troszkę złotówek. Rising Cities przyjmując model free-to-play staje bardziej po stronie Cities zostało opublikowane w katalogu gier przeglądarkowych Wszystkie osoby, które zarejestrują się do 19 lutego przez naszą stronę gry, dostaną pakiety powitalne, przygotowanie specjalnie dla naszych użytkowników. Plac budowy obiektu handlowo-usługowego wypełnia się podstawami konstrukcji, jaka stanie już wkrótce w centrum naszego miasta. Po tymczasowym budynku
W pięknym mieście Wrocławiu na Placu Wolności, niedaleko Opery, jest już duża dziura w ziemi. Ogrodzona. Na ogrodzeniu szumny napis: Narodowe Forum Muzyki. Jak się okazuje, nie jest to nazwa ostateczna obiektu, który w tym miejscu powstanie. Prasa została nawet zachęcona do ogłoszenia w przyszłości konkursu. Ta przyszłość – to dopiero za trzy lata: na wrzesień 2011 r. planuje się zakończenie budowy. Prezydent Rafał Dutkiewicz obiecał po pierwsze, że jeżeli dotacja unijna zostanie przycięta, to będzie się starał dołożyć z miejskiej kasy, a po drugie – że nie będzie się oszczędzało na jakości materiałów; co najwyżej nie ze wszystkim zdąży się na czas, np. z wystrojem którejś z sal czy z organami, które mają być w tej największej. Wizualizacje sal koncertowych i głównego foyer pokazywano dziś we wrocławskim Ratuszu. Założeniem jest kontrast z pobliskim, tradycyjnym i ozdobnym gmachem Opery: tu będzie nowocześnie, dwudziestopierwszowiecznie. Największa sala na 1800 osób, kameralna na 180-200, jeszcze w podziemiach dwie sale prób, które również mogą być używane na koncerty i imprezy (jedna na 300, druga na 200 osób). Ma tu być wykonywana muzyka bardzo różna, sale mogą być też wynajmowane w celach kongresowych. Pytanie, czy te sale, zwłaszcza największą, na koncertach da się zapełnić. Powstanie obecnego, niewygodnego gmachu Filharmonii Wrocławskiej (nowy ma być jej docelową siedzibą) z dość paskudną i niedużą salą koncertową zainicjował 40 lat temu jeszcze Andrzej Markowski jako rozwiązanie prowizoryczne; wiadomo, że prowizorki w tym kraju żyją najdłużej. Ale i tę salę w sezonie niełatwo zapełnić. Choć Wrocław jest jednym z najbardziej umuzycznionych miast w Polsce – na koncertach festiwalu Wratislavia Cantans zawsze są tłumy. Ale te koncerty najczęściej są w kościołach. Obecny szef artystyczny Paul McCreesh chce wprowadzić koncerty symfoniczne do nowego centrum, kiedy zostanie wybudowane. Miasto ma na szczęście świadomość, że nowa sala musi być dla kogoś. Mają więc tu działać specjalne programy edukacji muzycznej; będzie też więcej klas muzycznych we Wrocławiu. Mnie się jeszcze marzy, żeby w nowym centrum od czasu do czasu pojawiała się impreza podobna do Szalonych Dni Muzyki w Nantes (które zresztą co roku poprzedzane są cyklem zajęć edukacyjnych w mieście i okolicy), tylko potrzeba jeszcze takiego menedżera-wizjonera, jakim jest twórca i szef nantejskiej imprezy, Rene Martin. W Polsce powstaje jeszcze w tym czasie druga duża sala: Opera i Filharmonia Podlaska (zwana też szumnie Europejskim Centrum Sztuki) w Białymstoku. Ten gmach ma powstać wcześniej – już w przyszłym roku. Ministerstwo Kultury deklaruje swoje wsparcie. Sala ma być tak sprytnie wybudowana, żeby można było dzielić widownię; w swoim maksymalnym wymiarze ma mieścić 1000 osób (wynajmy na kongresy również są przewidziane). To będzie pierwsza opera na Ścianie Wschodniej (ma działać najprawdopodobniej na zasadzie impresaryjnej, bez stałego zespołu). Tymczasem ma już ona wielu wrogów. Pytają: dlaczego i po co komu opera, czy nie ma ważniejszych spraw, szkoda pieniędzy, no i w ogóle jest za duża. Zamierzam się tam wybrać i wybadać teren, ale myślę, że i tam bardzo szybko trzeba zadecydować o rozwoju muzycznej edukacji. I przeprowadzić to sensownie. No bo inaczej – faktycznie, dla kogo to?
Trwają prace wykonawcze związane z nowym, flagowym przedsięwzięciem TOSCOM Development przewyższającym klasę premium – Bernardyńską. Po rozpoczętych jeszcze w ubiegłym roku pracach przygotowawczych, w 2022 ruszyło wykonywanie ścianki szczelinowej. W lipcu został ukończony w całości etap na poziomie -2 łącznie ze stropem - a tym samym rozpoczęła się budowa ścian i
Hałdy i dymy z kominów — kiedyś. Teraz — rozmach i miliardowe inwestycje. Oto Katowice, już za pięć minut. Wielki rozmach. Kilkadziesiąt hektarów w samiutkim sercu miasta zajmą biura, mieszkania, apartamenty i galerie handlowe. Koszty? Jakiś miliard złotych. Do Katowic ściągają już zagraniczne firmy i znani architekci. Bo taka okazja trafia się rzadko. Dla ambitnej wyobraźni i dla kieszeni. Wieżowiec i deptak Na najlepszych i najdroższych katowickich działkach powstanie niemal 200 tys. mkw. nowej zabudowy. Skala robi wrażenie, nawet za granicą. Dlatego śląska stolica zrobiła furorę na gigantycznych targach nieruchomości w Cannes. Wyróżniała się wśród takich metropolii, jak Londyn, Paryż, Amsterdam, Dubaj czy Petersburg. Rezultat? Przez cztery dni stoisko odwiedziło ponad sto firm z całego globu — europejscy deweloperzy i potentaci z Bliskiego Wschodu, a także słynny architekt Daniel Libeskind (we Francji też promował nowe projekty). Eksperci wskazali też Katowice jako najlepszą lokalizację dla przedsiębiorstw, rozważających przeniesienie do Polski swej produkcji. Co ich przekonało? — Ogromny potencjał. Inwestorzy mogą liczyć na tanią i wykwalifikowaną siłę roboczą. Obecność licznych uczelni, dobra infrastruktura drogowa — przewaga Katowic nad innymi miastami w Polsce, duży rynek zbytu i bliskość granic — wylicza Marek Wollnik z firmy Metropolis Nieruchomości Komercyjne. W Cannes imponujące makiety i multimedialne projekcje przedstawiały projekt przebudowy centrum Katowic, autorstwa Tomasza Koniora, zwycięzcy zeszłorocznego konkursu architektonicznego na zagospodarowanie obszaru między Spodkiem a rynkiem. Skalę tego przedsięwzięcia można porównać jedynie do tej z berlińskiego Potsdamer Platz. — Chcemy zmienić wizerunek miasta. Ale nie zamierzamy wyburzać starych budynków. Na tym terenie znajdują się obiekty z XIX wieku, także z lat 20. i 70. To prowokuje i zobowiązuje. W dobie globalizacji — również w architekturze — należy zachować tożsamość — przekonuje Tomasz Konior. Architekt przeprowadził się do Katowic dziesięć lat temu. Z Krakowa. — Już wtedy przeczuwałem, że będzie się tutaj wiele działo. I jestem zaskoczony, że dopiero teraz — ocenia. Wymyślił, że katowicki rynek z jednej strony zamknie ratusz, z drugiej — teatr muzyczny. Przy alei Korfantego stanie ciąg budynków zaprojektowanych przez światowej sławy architektów. W miejscu Pałacu Ślubów wyrośnie Silesia Tower, najwyższy wieżowiec na Śląsku, a może i w Polsce. Pojawi się też deptak z galerią wystaw, centrum sportu, galerią handlową, sklepami i restauracjami. — Trzeba przywrócić ruch w centrum miasta. A nowa zabudowa stworzy kręgosłup między rondem i rynkiem — tłumaczy architekt. Krytycy wskazują, że otwarta przestrzeń w środku metropolii zostanie zabudowana. Ale... — Katowice to nie Paryż, a aleja Korfantego — to nie Pola Elizejskie. Taka pustka pozostawiona bez potrzeby byłaby barbarzyństwem, przecież „wycięto” kwartały miejskie, które przetrwały kataklizm ostatniej wojny — oponuje Tomasz Konior. Nietypowa galeria Kiedy początek? — Liczymy, że prace budowlane ruszą już w 2008 roku, a zakończą się po sześciu latach — prezydent Katowic Piotr Uszok wcale nie kryje entuzjazmu. W ostatnich wyborach startował jako bezpartyjny i znów wygrał. Za jego prezydentury Katowice zmienią się w nowoczesne miasto, z doskonałą infrastrukturą drogową, której Wrocław i Warszawa mogą tylko pozazdrościć. Wierzy w to, ale też wie. Swoje niebanalne pomysły stara się wcielać w życie. Spłaszczona oryginalna kopuła — która niedawno wyrosła w rejonie ronda im. gen. Ziętka, głównego węzła komunikacyjnego dla całej aglomeracji — to jego własna inicjatywa. Oryginalna konstrukcja, wyjątkowa funkcja: łączy północną i południową część miasta, przecięte przez Drogową Trasę Średnicową. Jej wierzchnią warstwę pokrywa połyskująca w słońcu blacha aluminiowo-cynkowa i szkło, a pod stalową konstrukcją kryje się galeria sztuki. Nigdzie w Polsce nie jest ona tak łatwo dostępna. Zwiedzający mogą tu przyjść wprost… z tramwaju. Na parterze kopuły widać fotografie i makietę, dającą wyobrażenie, jak miasto będzie wyglądać w przyszłości. Na ekranie — film „Dwugłowy smok” Jadwigi Kocur, opowiadający o katowickim modernizmie lat 20. i 30. Wkrótce pojawi się kawiarnia, koncerty i czasowe wystawy. Centrum miasta — wypełnione sztuką. Muzeum i dworzec Gmach Muzeum Śląskiego (ogłoszono konkurs architektoniczny) wystrzeli z ziemi w miejscu dawnej kopalni Katowice. Trzeba też zrewitalizować poprzemysłową okolicę. Odnawianie niektórych zabytkowych obiektów już się rozpoczęło. Muzeum Śląskie chce zaprojektować Odile Decq, słynna architekt z Francji. Znana z tego, że gdziekolwiek się pojawi, wywołuje zamieszanie. Jej dzieła przypominają ostre techno połączone z metalem. Tworzy dynamiczne, otwarte wnętrza, które nazywa hyper-tension. W Austrii zaprojektowała muzeum przypominające górę, a w Bretanii — muzeum regionalne — z kilku prostopadłościennych, metalicznych brył. Według jej pomysłu powstaje też Muzeum Sztuki Współczesnej w Rzymie. Niedawno przyjechała na Śląsk na zaproszenie Stowarzyszenia Architektów Polskich, by wygłosić wykład w cyklu „Mistrzowie architektury”. — Podobają mi się śląskie miasta. Młode organizmy. Ich przemysłowy charakter dodaje im siły i energii —sumuje. A czy przebudowa katowickiego dworca kolejowego też przyciągnie architektonicznie sławy? Ambitne plany zakładają, że dworzec zmieni się nie do poznania już za dwa lata. Ale trzeba znaleźć inwestora. To już trzecie podejście. Zgodnie z pierwszą koncepcją, inwestycję miało zrealizować ING Real Estate. Powierzchnię dworca miały zająć biura, pasaże handlowe, restauracje i hotel. Nici. Z drugiej próby, do której zgłosił się Polish Transport Holdings, wycofała się kolej. Trzeciego inwestora poznamy w lipcu (to początek konkursu na przebudowę dworca). Do komisji oceniającej prace PKP zaproszą również miasto. Przyszły inwestor będzie mógł wybudować tu biura, hotel i obiekty handlowo-usługowe. Jeżeli wszystko pójdzie zgodnie z planem, budowa ruszy w połowie 2009 roku. Jeden warunek: budowle nie mogą być wyższe niż otaczające je kamienice. Nie wiadomo jeszcze, czy obecny dworzec legnie w gruzach, czy zostanie tylko przebudowany. Przeciwny wyburzeniu jest Tomasz Konior: — To obiekt unikatowy, choć bardzo zniszczony. Moim zdaniem, większą wartością będzie jego adaptacja niż wyburzenie. Jak się zdaje, Katowice wybrały swoją drogę: nowoczesność wtopioną w tradycję. Bez kompleksu niższości wobec kogokolwiek. Trzeba kibicować, by Ślązakom się udało. ,, Niech się mury pną do góry Kiedy dłonie chętne są Budujemy betonowy nowy dom'' Ostatni strop położony, konstrukcja jest już w całości. Symboliczną wiechę czas wciągnąć na górę
Wczoraj w Jaworze odbyło się oficjalne wmurowanie kamienia węgielnego, które zapoczątkowało budowę fabryki Mercedes-Benz, w której będą produkowane silniki do samochodów osobowych. Nowy zakład produkcyjny w Jaworze, powstający na obszarze około 50 hektarów, jest pierwszą fabryką Mercedes-Benz w Polsce. Będzie wytwarzał silniki czterocylindrowe do samochodów osobowych Mercedes-Benz. Wartość inwestycji koncernu Daimler w Jaworze wynosi około 500 mln euro. Dzięki niej powstanie tu około 500 miejsc pracy. Uruchomienie produkcji nastąpi już w 2019 roku. Pod patronatem ministra W oficjalnej uroczystości wmurowania kamienia węgielnego na terenie przyszłej fabryki wzięli udział: wicepremier i minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki, ambasador Republiki Federalnej Niemiec Rolf Nikel, szef produkcji zespołów napędowych Mercedes-Benz Cars i dyrektor zakładu Mercedes-Benz w Untertürkheim Frank Deiss oraz prezes Mercedes-Benz Manufacturing Poland dr Andreas Schenkel, a także inni goście ze świata polityki i biznesu oraz władze lokalne. "Polska stawia na inwestorów zagranicznych, którzy wzmacniają nasz ekosystem gospodarczy o wysoko zaawansowane technologie. To bardzo dobra wiadomość dla nas wszystkich, że Polska stała się strategicznym miejscem dla inwestycji takiego koncernu jak Daimler. Właśnie w Jaworze powstanie unikatowy zakład, w którym produkowane będą silniki samochodowe najnowszej generacji. Inwestycja Daimlera oznacza również nowe perspektywy biznesowe dla setek krajowych, zwłaszcza regionalnych, firm kooperujących oraz otwartą współpracę naszego partnera z uczelniami i placówkami szkolnictwa zawodowego. Polska staje się powoli europejskim liderem w pozyskiwaniu inwestycji typu „greenfield” w obszarze innowacyjnego przemysłu, realizując tym samym jeden z celów Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju" - zaznaczył wicepremier, minister rozwoju i finansów Mateusz Morawiecki. Standardy „Przemysł i Green Production Jaworska fabryka silników ma połączyć najnowsze standardy branżowe z ideą „Przemysłu i stać się wzorcem w dziedzinie produkcji silników. Oprócz ultranowoczesnych urządzeń i technologii, będą w niej wykorzystywane np. aplikacje mobilne, służące do zarządzania kadrami i energią. Z kolei dynamiczne systemy produkcji umożliwią wytwarzanie różnych wersji silników na jednej linii. „Tu, w Jaworze powstanie nowa fabryka, która będzie dostarczać nowoczesne i bardzo wydajne silniki, spełniające najwyższe standardy, a także nasze własne, specyficzne wymogi”, wyjaśniał dr Andreas Schenkel. „Mamy już bardzo dobre doświadczenia ze współpracy z polskimi partnerami ze świata polityki oraz biznesu i cieszymy się na dalszą owocną współpracę tu, w Jaworze.” Jaworski zakład ma także wyznaczyć nowe standardy jeśli chodzi o efektywność produkcji i oszczędne korzystanie z zasobów: wspólnie z firmami energetycznymi i lokalnymi władzami zostaną tu wypracowane rozwiązania w zakresie wytwarzania silników bez emisji CO2, czemu służyć ma np. wykorzystanie energii wiatrowej, słonecznej oraz biogazu.
Piętrowe cmentarze wijące się w niebo, jak poskręcane liany, żyły, dendryty lub koralowce. Rozświetlone w nocy za każdym razem, gdy wspominając zmarłego wyślemy esemesa uruchomiającego lampkę na urnie z prochami, umieszczonej w jednej z wnęk wysoko nad ziemią. Na futurystyczny pomysł wpadli koreańscy i brazylijscy architekci.

Nie został dodany... Obecne wybrane sortowanie:Ostatnio dodane 1 osoba lubi to zdjęcie Dodał: panka Dodano: 2022-02-26 19:55:05 Oglądany: 363 Komentowano: 4 Oceniano: 0 Aktualna ocena: Użytkownik wyłączył możliwość głosowania na zdjęcia w swoich galeriach 4 komentarzy Dodał: bella 2022-02-26 20:05 ...***Widać je widać jak idą okazale,a niech się spinają jeszcze im zejdzie...!!!Pozdrawiam Aniu Dodał: Tenia - Moderator 2022-02-26 20:09 Widzę, że też ich trochę nasadziłaś, będzie głowa przy głowie :) Dodał: kanagaka 2022-02-26 20:11 Przez zimę odpoczęły, a teraz nabrały wigoru. Spora gromadka. :) Dodał: jaga51 2022-02-26 21:00 Niech się mury pną do góry, czosnki też :) Dodaj swój komentarz

IMGW-PIB OSTRZEGA zachodniopomorskie, zachodnia strefa brzegowa, od 13.10 do 14.10 sztorm do 9 B. Obszar Strefa brzegowa – część zachodnia. Ważność (cz. urz.) od godz. 13:00 dnia 13.10.2023 do godz. 06:00 dnia 14.10.2023. Przebieg Wiatr z kierunków południowych 4 do 6, w porywach 7, szybko wzrastający na 6 do 7, w porywach 8 do 9 w
Wybór materiału do budowy ścian zewnętrznych stanowi dla inwestorów indywidualnych poważny dylemat, a ostateczna decyzja często zależy od lokalnych zwyczajów, jak i dostępności wyrobów na tym terenie. Ściany zewnętrzne domu powinny sprostać wielu wymaganiom, a dobór optymalnego rozwiązania dla konkretnego obiektu znacząco wpływa na czas realizacji, jak też gwarantuje trwałość i komfort użytkowania. Sukcesywne doskonalenie produkcji drobnowymiarowych materiałów do budowy ścian zewnętrznych pozwala na uzyskiwanie coraz korzystniejszych właściwości tych przegród jak i dokładniejsze i wygodniejsze ich wykonywanie. Co decyduje o wyborze materiału na ściany? Oprócz wytrzymałości na obciążenia własne i od innych elementów budynku, materiały ścienne powinny zapewniać dobrą izolacyjność cieplną i korzystny mikroklimat wewnątrz pomieszczeń, chronić przed hałasem, a także umożliwiać pożądane wykończenie od strony zewnętrznej i wewnętrznej. Wymagane własności przegród zewnętrznych są praktycznie niemożliwe do uzyskania przy wykorzystaniu jednorodnych materiałów ściennych, dlatego najczęściej wznoszone są ściany warstwowe, w których dobór i konfiguracja materiałów o zróżnicowanych cechach technicznych i technologicznych zapewnia korzystne parametry całej przegrody. Ciepłochronność przegrody Ciepłochronność to cecha najczęściej brana pod uwagę przy wyborze materiałów ściennych w celu zapewnienia wymaganej izolacyjności ścian zewnętrznych na poziomie współczynnika przenikalności cieplnej U o wartości mniejszej niż 0,23 W/m2K (a przyszłościowo nawet 0,20 W/m2K). Dobrą ciepłochronność trudno jest uzyskać z samych elementów ściennych. Dlatego standardem jest stawianie ścian z ociepleniem, gdzie rolę konstrukcyjną pełnią cegły, pustaki bądź bloczki, a izolację cieplną zapewnia pokrycie z płyt styropianowych lub wełny mineralnej. Ocieplenie eliminuje też praktycznie wszelkie mostki cieplne jakie mogą powstać np. w wieńcach, nadprożach czy filary, gdzie muszą być stosowane „zimne”, betonowe materiały konstrukcyjne. Na ciepłochronność przegrody decydujący wpływ ma zatem grubość i przewodność cieplna termoizolacji przy ograniczonym znaczeniu samej konstrukcji murowej. Ocieplenie ścian nośnych kilkunastocentymetrową warstwą styropianu w celu zwiększenia ciepłochronności przegrody, fot. Termo Organika Przykładowo - ciepłochronność na poziomie 0,2 W/m2K można uzyskać wykorzystując elementy ścienne o grubości 25 cm i przewodności cieplnej λ = 0,15 W/m K z ociepleniem styropianem o grubości 12 cm bądź stawiając ścianę z „zimnych” bloczków o przewodności λ = 0,5 W/m K i z ociepleniem grubości 16 cm. Z kolei układając w obu wariantach ocieplenie grubości 20 cm uzyskuje się ciepłochronność - odpowiednio - 0,14 W/m2K i 0,16 W/m2K. W ścianach warstwowych ciepłochronność można więc niemal dowolnie modyfikować, a o wyborze materiału ściennego powinny decydować raczej inne korzystne cechy eksploatacyjne (np. izolacja akustyczna, akumulacja ciepła, możliwość stabilnego mocowania wyposażenia itp.). Paroprzepuszczalność przegrody Również dobra paroprzepuszczalność materiałów ściennych - eksponowana przez niektórych producentów - ma niewielkie znaczenie dla własności użytkowych przegrody zewnętrznej, gdyż w żaden sposób nie zastępuje ona prawidłowej wentylacji pomieszczeń, a w niektórych warunkach wysoka zdolność przepuszczania pary wodnej może przyczynić się do pojawienia się problemu kondensacji wilgoci wewnątrz muru. W sezonie grzewczym powietrze wewnątrz domu zawiera więcej pary wodnej niż zimne, na zewnątrz budynku. W efekcie para w powietrzu wewnętrznym dąży do wyrównania prężności (ciśnienia) i próbuje „wydostać się” na zewnątrz. Po osiągnięciu przekroju w którym panuje niska temperatura - poniżej punktu rosy - nastąpi jej skroplenie, i w efekcie zawilgocenie ściany. Dlatego przy konfigurowaniu warstw ściennych należy przestrzegać zasady doboru materiałów wysokim oporze dyfuzyjnym umieszczonym od strony wewnętrznej, a o wysokiej izolacyjności cieplnej umieszczać po stronie zewnętrznej. Każde zestawienie ściany warstwowej powinno być więc sprawdzone pod kątem przenikania pary wodnej z uwzględnieniem warstw wykończeniowych (tynków, okładzin, farb). Jakie materiały ścienne są stosowane obecnie w budownictwie? Dążenie do skracania czasu procesu inwestycyjnego sprawia, że inwestorzy coraz częściej wykorzystują materiały pozwalające na szybkie i wygodne wznoszenie ścian budynków. Większość oferowanych obecnie drobnowymiarowych elementów ściennych umożliwia eliminacją tworzenia spoin pionowych dzięki ukształtowaniu bocznych ścianek w formie pióra i wpustu. Powszechne jest też ukierunkowanie producentów materiałów ściennych na powiększanie wymiarów - niektóre systemy pozwalają na postawienie 1 m2 ściany z mniej niż 8 elementów - przy jednoczesnym ułatwieniu ich wbudowania. Ukształtowane uchwyty czy otwory umożliwiają wygodne przenoszenie i precyzyjne ustawienie na murze. Obecnie produkowane elementy mają znacznie dokładniejsze wymiary i zamiast tradycyjnych zapraw murarskich do łączenia wykorzystuje się wtedy cienkowarstwowe zaprawy klejowe nakładane wydajnym dozownikiem bądź łączy je z użyciem pianki poliuretanowej. Dokładnie postawione ściany o równej powierzchni pozwalają też na uproszczenie sposobu ich wykończenia. Na gładkim i równym murze można nakładać tynki pocienione ograniczające zużycia zapraw tynkarskich i szybsze ich wykonanie. Bloczki z betonu komórkowego Asortyment wyrobów z beton komórkowego obejmuje kilka klas wytrzymałościowych zależnych głównie od gęstości materiału. Najlżejsze o gęstości 350 kg/m3 charakteryzują się wysoką ciepłochronnością - współczynnik λ producenci określają w granicach 0,09-0,1 W/m K - ale niską wytrzymałością (ok. 1,5 MPa). Wznoszenie ścian i układanie nadproża z betonu komórkowego w systemie Ytong, fot. Xella Produkty o większej gęstości 500-700 kg/m3, są bardziej wytrzymałe i wykorzystywane jako jeden z głównych materiałów przy stawianiu ścian warstwowych. Beton komórkowy charakteryzuje się porowatą strukturą podatną na gromadzenie się wilgoci w razie zamoczenia jak i długim okresem wysychania. Ceramika tradycyjna i z porami Tradycyjne pustaki ceramiczne typu Max czy Uni są popularnym materiałem do wznoszenia ścian nośnych, a duża wytrzymałość na ściskanie (10 MPa lub 15 MPa) gwarantuje stabilność stawianej przegrody. Pustaki ceramiczne UNI i MAX, fot. Ceramika Lewkowo Jednak tradycyjne wyroby ceramiczne są wypierane przez pustaki z ceramiki poryzowanej charakteryzującej się korzystniejszymi własnościom ciepłochronnym - są też lżejsze, co ułatwia murowanie. przy jednoczesnym utrzymaniu wysokiej wytrzymałości na ściskanie. Ściana wznoszona z ceramiki poryzowanej Porotherm na zaprawę tradycyjną, fot. Wienerberger Klasy wytrzymałości na ściskanie dla pustaków poryzowanych wynoszą 7,5 MPa lub 10 MPa co sprawia, że mogą być z nich budowane również ściany o znacznym obciążeniu konstrukcyjnym. Niektórzy producenci oferują pustaki o szlifowanych płaszczyznach przeznaczone do wbudowania z użyciem pianki zamiast zaprawy. Rozwiązanie takie eliminuje praktycznie niejednorodna ciepłochronność ściany i znacznie przyspiesza proces murowania. Z pustaków ceramicznych mogą być również stawiane ściany o dobrej izolacyjności akustycznej. Wysoka zdolność tłumienia dźwięków uzyskuje się dzięki ukształtowanym "kieszeniom", które w czasie murowania wypełnia się zaprawą uzyskując w ten sposób duża masę powierzchniową muru. Wyroby silikatowe Bloczki silikatowe nazywane też wapienno-piaskowymi mimo niskiej ciepłochronności są dobrym materiałem do stawiania warstwowych ścian zewnętrznych. Duża masa powierzchniowa i wysoka wytrzymałość (15-25 MPa) sprawiają, że można z nich stawiać mury konstrukcyjne o grubości od 18 cm charakteryzujące się wysoką zdolnością tłumienia dźwięków i akumulacyjnością ciepła. Wznoszenie ścian z elementów silikatowych Silka, fot. Xella Dokładne wymiary pozwalają na murowanie z użyciem zapraw cienkowarstwowych oraz nakładanie tynków pocienionych podczas wykańczaniu wnętrz. Silikaty produkowane są głównie w formie bloczków drążonych bądź pełnych w szerokim zakresie wymiarów zewnętrznych. Autor: Cezary Jankowski Opracowanie: Aleksander Rembisz Zdjęcie otwierające: Ceramika Lewkowo Zdjęcia w tekście: Termo Organika, Wienerberger (marka Porotherm), Xella Polska (marki Ytong i Silka), Ceramika Lewkowo
Kontroli będą podlegały wybrane pojazdy i osoby. KIEROWCA ĆPUN WOZIŁ PASAŻERÓW. Czynne pozostają wszystkie przejścia graniczne. Podróżnym udającym się do Niemiec, Straż Graniczna przypomina o konieczności posiadania dokumentów podróży – dowodu osobistego lub paszportu. Czytajcie i oglądajcie. Cel wyjazdu zaplanowaliśmy w piątek. Na sobotę 24 października 2015 roku. Co by za bardzo nie myśleć i nie mieć za dużo możliwości zmianu planu. Prawie nam się udało - poszliśmy tam gdzie zaplanowaliśmy ale do mety nie dotarliśmy. Rozsądek, wyczucie sytuacji, ocena własnych sił, itd. Uczcie się !!! Wybraliśmy Lodową Przełęcz. Warun był straszny, schronu po drodze nie było, szerpy zadowalają dalej szafiarkę - kili - blodziarkę więc plecaki musieliśmy nieść sami. Ciepłe rękawiczki mieliśmy od pewnego czasu więc byliśmy jako tako przygotowani. Oczywiście wcześniej sprawdzając wyposażenie ekspedycji ze spisem zamieszczonym na blogi kilijanki. Tylko niskie buty sportowe znanej firmy zamieniliśmy na ciężkie buty zimowe mniej znanych firm. Bo nawet raki mieliśmy i nie zawachalibyśmy się ich użyć ( tu miejsce na reklamę sponsora ). Skład ekspedycji: Prezes czyli mój kierowca i ja. Czas trwania ekspedycji: 8:50 - 17:20. 24 października 2015 roku. Wyruszyliśmy. Za oknem auta było sympatycznie. Zaparkowaliśmy, założyliśmy stroje ekspedycyjne ( tu podziękowania dla sponsorów ) i ruszyliśmy pomachać ręcoma Księciu. Pierwszy obóz założyliśmy przy moście, w nowej wiacie. Tej co ją 27 września skladali w całość. Tamtego dnia udaliśmy się w lewo, w Koperszady, a potem w szaleńczym szale poszliśmy do Kieżmarskiego i na przystanek autobusowy. Fajnie było. Teraz ruszyliśmy na prawo - w mur. Swoją drogą to teraz lepiej nie iść na lewo - jeszcze jakiś wojownik od razu człeka lewakiem nazwie Tak przy okazji - "automatyczne" nazywanie kogoś lewakiem jest równie infantylne jak bełkotanie o obrażaniu uczuć religijnych . Chyba mają wspólne "korzenie" Ale i tak jak szliśmy na prawo to łby nasze kierowały się w lewo. I oto co nasz oczy ujrzały. To są, moi Drodzy, Tatry Bielskie. Leżakują na terenie Słowacji, a w reklamie ( cenzura ) robią za Polskę Nic to - będzie aneksja. Ja w powyższych Tatrach byłem tylko dwa razy - bo ile można chodzić po tak ubogiej sieci szlaków turystycznych ? Prezes był trzy razy ale to dlatego, że jest o wiele starszy niż ja i po prostu zapomnial, że już tam był. Poza widokami na lewo były też inne. I wreszcie pojawił się On. Mur. ( chwila na otarcie łzy wzruszenia ) Jaworowy Mur zamyka od południa Zadnią Dolinę Jaworową. Jaworowy Szczyt, Mały Jaworowy Szczyt ( miejsce bohaterskiej, "Klimku, wracajcie!!!" śmierci Klemensa Bachledy - z drugiej strony patrząc Bachleda nie wykonał polecenia przełożonego ), Jaworowe Turnie - to "cegły" tego muru. A ja chodzę i nucę: „Niech się mury pną do góry na spotkanie przyszłym dniom – zbudujemy, zbudujemy nowy dom”. To wielka przyjemność patrzeć jak na łące, na której rosła tylko trawa tworzy się coś nowego. Bardzo się cieszę. Goście będą mieli teraz zapewnione komfortowe warunki do wypoczynku. “Niech się mury pną do góry, niech kominy mają pion, zbudujemy – po raz trzeci – nowy dom” – śpiewał w czasach dawnych Bohdan Smoleń. Obserwując krajową scenę mieszanych sztuk walki można odnieść wrażenie, że tutaj budowa nowego domu zaczynana jest systematycznie, a lokalni promotorzy na wyścigi sypią cement w betoniarkę, byleby tylko dom był jak najwyższy. Trudno nie uśmiechnąć się widząc, jak praca wre, szkoda jedynie, że szczery uśmiech zastępowany jest ironicznym, gdy tyko spojrzy się na plany powstającej budowli. Architekci rodzimego MMA ostatnio coraz częściej skupiają się bowiem na paradnym dachu, zapominając o odpowiednio uzbrojonych fundamentach, będących gwarantem trwałości konstrukcji. Tym samym zapatrzeni w największą krajową organizację wszechstylowej walki wręcz zapominają o tym, co w budowaniu silnej promocji jest najważniejsze – zapominają o tym, o czym Federacja KSW wznosząc swoją potęgę pamiętała doskonale. Trudno dziwić się takiemu postępowaniu, skoro sukces i ogromny skok popularności Konfrontacji Sztuk Walki, jaki nastąpił po zatrudnieniu Mariusza Pudzianowskiego, jest zauważalny dla każdego, kto choćby raz miał okazję porównania KSW sprzed kilku lat do tego dzisiejszego. Największe hale w kraju wyprzedawane w dwa, trzy tygodnie, kilkumilionowe wyniki oglądalności na antenie telewizji Polsat, udane wejście w nowy model promocji – pay-per-view – a teraz otwarcie własnej platformy cyfrowej, znani międzynarodowi zawodnicy pojawiający się na coraz mocniejszych rozpiskach… i tak dalej i tak dalej. To wszystko musi kusić małego organizatora niczym świecące na dnie rzeki drobinki podczas dziewiętnastowiecznej gorączki złota. I zapewne kusi. Stąd coraz to więcej promotorów rozgląda się za szybkim zarobkiem. A ten oczywiście, według wielu, zapewnić mogą jedynie karty walk oparte o freak fight. Bo skoro KSW wybiło się na walce Pudzianowski vs. Najman, to przecież jest to droga sprawdzona – a zatem nic, tylko sznurować buty i ruszać w kierunku owych złotych gór. Do takich wniosków bardzo szybko doszedł Dariusz Cholewa, który niczym Dawid Ozdoba podczas swoich sobotnich występów, ściągnął tubylczemu MMA majtki, stawiając je w sytuacji niekomfortowej. Do takich wniosków doszedł zapewne i Mirek Okniński, który mimo głośnego krytykowania warszawsko-wrocławskiego duetu za “robienie z MMA cyrku”, sam zaprosił znanego krajowego cyrkowca w osobie Kamila Bazelaka, by ten złożył PLMMA pocałunek Almanzora – ale jak powtarzam od dawna: kto słucha Mirka Oknińskiego, ten sam sobie szkodzi. Teraz podobny morał z historii KSW wyciągnął Grzegorz Samolewski, ukierunkowując swoją organizację, Night of Champions, pro-kabaretowo i zatrudniając znanego internetowego trolla, “Bonusa BGC”, jako konia pociągowego szóstej gali. Coraz większa moda na takie ruchy na polskiej scenie mieszanych sztuk walki zdaje się nie mieć żadnego logicznego uzasadnienia, bo gdyby spojrzeć na sprawę całościowo, bardzo szybko dostrzeże się, że ten pęd do walk celebrytów nikomu, poza KSW, jeszcze sukcesu nie przyniósł. Wręcz odwrotnie. Bo która z organizacji inwestujących w walki dziwaków zarabia dziś pieniądze? Jest jakaś oprócz Federacji KSW? Bez większych problemów można za to wymienić kilku małych, lokalnych promotorów, którzy nigdy nie angażowali się w zatrudnianie znanych z telewizora twarzy, a radzą sobie całkiem nieźle i z wydarzenia na wydarzenie stają się coraz silniejsi. Czy zatem wspomniana akapit wcześniej wizja szybkiego zarobku jest wizją realną, czy może całkowicie utopijną, a nawet zgubną? Wybacz mi, Czytelniku, porównania zahaczające o politykę, ale w sferze rynkowej pasują one akurat bardzo dobrze, oszczędzając mi wielokrotnie tłumaczenia rzeczy oczywistych. Zatem będący w Polsce Milton Friedman – laureat Nagrody Nobla z ekonomii – w roku 1990 udzielił polskim parlamentarzystom rady odnośnie kierunku rozwoju naszego kraju. Mianowicie powiedział, że Polska nie powinna naśladować rozwiązań, jakie obecnie stosują zamożne kraje zachodu, ponieważ Polska nie jest zamożnym krajem zachodu. Polska powinna natomiast naśladować rozwiązania, jakie bogate dziś kraje stosowały wtedy, kiedy były na takim etapie rozwoju jak dzisiejsza (czyli ta z początku lat dziewięćdziesiątych) III RP. Dobre rady mają to do siebie, że często są uniwersalne i nie inaczej jest z radą Friedmana, którą można niezmienioną przenieść na grunt krajowego MMA. Otóż małe organizacje zajmujące się promocją wszechstylowej walki wręcz nie powinny naśladować rozwiązań, jakie wprowadza zamożna KSW, bo nie są ani tak samo bogate, ani nie mają tak znanego brandu jak Konfrontacja Sztuk Walki. Małe organizacje powinny natomiast stosować rozwiązania, które pozwoliły organizacji Kawulskiego i Lewandowskiego dojść do poziomu na którym się obecnie znajduje. Niestety dobre rady mają również i to do siebie, że rzadko kiedy są wysłuchiwane, tak więc ani polscy parlamentarzyści, ani mali promotorzy nie wprowadzają ich w życie. A kiedy przyjrzymy się temu, jak funkcjonowała Konfrontacja Sztuk Walki przed erą Pudzianowskiego zrozumiemy, że postępowała niemal dokładnie odwrotnie niż dzisiejszy organizatorzy aspirujący do miana liczących się na runku. Kawulski z Lewandowskim najpierw pozyskali stabilnego partnera telewizyjnego w postaci Polsatu Sport (już od drugiej edycji!) z którym się integrowali, coraz bardziej przekształcając swoją galę w ważny element ramówki stacji ze słoneczkiem; najpierw zdobyli doświadczenie w organizowaniu dużych imprez na wysokim poziomie; najpierw pozyskali wartościowych zawodników, na których mogli oprzeć długofalową promocję; najpierw wyrobili sobie znaną wśród sympatyków sportów walki markę – a dopiero potem zainwestowali zgromadzony kapitał w Mariusza Pudzianowskiego. I dopiero to,w takiej kolejności, wzniosło ich na niedostępny przedtem poziom. Strategia działania “dzisiejszych Kawulskich i Lewandowskich” opiera się chyba wyłącznie na przeświadczeniu, że samo zatrudnienie znanego z telewizji freaka zapewni sukces. Wertując karty historii krajowego MMA trudno jednak zgadnąć, skąd to optymistyczne nastawienie. Czy zatem owo budowanie domu od dachu ma jakikolwiek sens? Przeciętny Kowalski, do którego adresowane są pojedynki dziwaków, widzi popis Dawida Ozdoby i porównuje go z tym, co ma okazję oglądać na antenie Polsatu. Nie można się zatem dziwić, że zamiast taniego show na rurze woli wybrać coś, co przynajmniej zachowuje pozory rywalizacji a do tego jest znane i modne. Małe organizacje nie są ani znane, ani modne, a kiedy dołożą do tego jeszcze żenujący popis w walce wieczoru, szybko mogą zostać zaklasyfikowane jako zwyczajna popierdółka z walkami w tle. A z taką łatką trudno o rozwój na miarę KSW. Oczywiście wielu organizatorów zapracowanych stawianiem, “po raz trzeci”, nowego domu nawet nie dostrzega, że nie znajdują się jeszcze na etapie w którym Konfrontacja Sztuk Walki sięgała po celebrytów, a są dużo wcześniej, na etapie pierwszych kontaktów z telewizją. I co z tego, że z boku, jak w skeczu Smolenia, głos rozsądku woła: “Niech się zamkną. Koledzy! A jak się znowu okaże, że ten nowy dom nie będzie miał okien, dachu ani ścian?”, skoro zajęci pracą budowniczy i na to mają gotową receptę: “To wtedy z desek zbudujemy samolot i spier…” I rzeczywiście – spier… a za jakiś czas inni naśladowcy zaczną budowę na nowo… po raz czwarty. Niech się mury pną do góry - czyli drobnowymiarowe materiały ścienne. 2018-09-07 08:51:40. Wybór materiału do budowy ścian zewnętrznych stanowi dla inwestorów indywidualnych poważny dylemat, a ostateczna decyzja często zależy od lokalnych zwyczajów, jak i dostępności wyrobów na tym terenie. Ściany zewnętrzne domu powinny W jednym z poprzednich wpisów wspominałam o swojej pierwszej turniejowej wygranej w życiu. Jak już wiecie, w turnieju tym grałam w Budowę Zamku. Już wcześniej bardzo ją polubiłam, ale po zdobyciu miejsca na podium, tylko utwierdziłam się w swojej opinii. Budowa zamku to niewielkie pudełko, a w nim 4 płytki startowe, 45 kart muru oraz instrukcja. Grafika wykorzystana w grze jest przyjemna dla oka. Występujący na kartach bohaterowie nie są karykaturalni lub przerysowani. To naprawdę sympatyczne, bajkowe rysunki. Nie są zbyt dziecinne, spodobają się więc zarówno dzieciom, jak i dorosłym. Podoba się nie tylko grafika, ale również proste zasady. Gra odrobinę nawiązuje do znanego mechanizmu z Memory. Tu również staramy się zapamiętać, gdzie leżą potrzebne nam karty, nie tworzymy jednak par. Staramy się zbudować zamek składający się z 10 elementów ułożonych według rosnącej kolejności. Każdy gracz otrzymuje płytkę startową z numerem 1. Karty muru należy potasować i rozłożyć na środku stołu obrazkami do dołu. W swoim ruchu gracze odkrywają jedna kartę. Można ją dołożyć do zamku (o ile ma ona numer wyższy od ostatniej karty murów) lub odłożyć z powrotem na miejsce. Należy rozważnie podejmować decyzje, ponieważ raz dołożonej karty nie można usunąć lub przesunąć. Gdy zbyt szybko wyłożymy wysokie numery, potem możemy mieć problem (pamiętajmy, że najwyższą kartą jest ta z numerem „46”). Jeżeli odkryjemy kartę z numerem niższym od numerów ostatnich kart w zamkach wszystkich graczy, należy ją usunąć z gry, a gracz kończy swój ruch. Gra kończy się, gdy jedna osoba dołoży dziesiąty element do swojego zamku lub gdy odkryto ostatnią kartę. Wygrywa osoba, która zbudowała zamek z największej liczby kart. Popularniejszy i bardziej lubiany jest jednak wariant, w którym otrzymujemy punkty za karty i za postacie znajdujące się w zamkach. Wygrywa oczywiście osoba z największą ilością punktów. I tak otrzymujemy po jednym punkcie za każdą kartę w naszym zamku, za króla i królową trzy punkty, za każdego rycerza, każdą księżniczkę i parę „rycerz i księżniczka” po jednym punkcie. Karta z Czarnoksiężnikiem przynosi nam natomiast inną korzyść – pozwala raz w ciągu gry dołożyć wyciągniętą kartę muru pomiędzy dwie inne, dodane wcześniej do zamku. To tyle zasad. Są one banalnie proste Zarówno dorośli, jak i dzieci nie mieli najmniejszych problemów z ich opanowaniem. Grę prezentowałam różnym grupom wiekowym i wszyscy dobrze się bawili. Oczywiście nie jest to propozycja dla bardzo wymagających graczy, ale jeżeli szukacie czegoś, by zagrać z Waszymi dziećmi i nie nudzić się, to będzie to strzał w dziesiątkę. Mój chrześniak gdy miał kilka lat był niepokonany w Memory. Dobrze pamiętam, ile wieczorów musiałam z nim spędzić przy tej grze. Szkoda, że wtedy nie było Budowy zamku, byłaby to na pewno świetna alternatywa. Mój chrześniak podstawy liczenia ma już opanowane, a w Memory dalej jest niepokonany, to jednak na pewno chętnie zasiądzie do tej gry (niestety mieszka za granicą). Budowa zamku uczy spostrzegawczości, ale też cierpliwości. Czasami, aż „skręcało” nas, ponieważ ktoś odkrył kartę, której potrzebowaliśmy i nie mogliśmy się doczekać naszej kolejki. Gra uczy też rozważnego podejmowania decyzji. Przed dołożeniem karty warto się dwa razy zastanowić. Im więcej graczy, tym oszczędniej musimy dokładać karty. Pamiętajmy, ze najwyższa wartość to „46”. Gdy zbyt szybko wyłożymy wysokie numery, możemy mieć problem z ukończeniem zamku. W trakcie turnieju zaobserwowałam, że to właśnie starsze dzieci wykazywały się dużą niecierpliwością i w przypadku drugiego wariantu rozgrywki, zapominały o postaciach, a skupiały się na ilości kart. O tym, że dzieci lubią tego typu gry, nie muszę nikogo przekonywać. A jak sprawdziła się Budowa zamku wśród dorosłych? Naprawdę dobrze. Nikt się nie nudził, a wręcz przeciwnie. Rozgrywka trwa od 15-20 minut, dlatego w trakcie spotkań Zamek pojawiał się kilkakrotnie. Dla mnie najlepszą rekomendacją jest zawsze informacja zwrotna od znajomych w postaci: chcemy kupić tę grę! Tak właśnie było w przypadku tej gry. Skoro dorośli znajomi (bez dzieci) decydują się na ten tytuł, to musi to coś znaczyć. Gdy wyjmiemy karty i płytki startowe z pudełka, zajmują one tak mało miejsca, że bez obaw zmieszczą się nawet w najmniejszej torebce. Komu więc polecam tę grę? Na pewno dzieciom, które już uczą się liczenia, rodzinom, ale też dorosłym lubiącym proste fillery i gry na spostrzegawczość. Grę przekazało wydawnictwo FOXGAMES. Dziękujemy! WYKONANIE 5/5Poręczne pudełko. Karty i płytki są dobrej jakości. Grafika przyjemna dla oka. TRUDNOŚĆ 1/5Zasady są banalnie proste. Trzeba wykazać się spostrzegawczością i cierpliwością. OCENA 5/5Gra sprawdza się zarówno wśród dzieci, jak i dorosłych. Świetnie się przy niej bawiłam! .